Wiadomości z Chorzowa

"Zbuntowany Śląsk" - historia mniej oficjalna [WYWIAD]

  • Dodano: 2016-04-23 12:15

Kilka tygodni temu miała miejsce premiera wyjątkowego filmu, poświęconego powstaniom robotniczym na Śląsku. Zbuntowany Śląsk. Gawęda z dziejów walko społecznych na Górnym Śląsku, to część większego projektu, o którym rozmawialiśmy z jednym z pomysłodawców – Dariuszem Zalegą.

Zbuntowany Śląsk. Gawęda z dziejów walko społecznych na Górnym Śląsku. Co to za film? I projekt, bo sam film jest częścią szerszej całości.

Pozwolę sobie zacząć od tego, że samo mówienie o historii Śląska zdominowały dwa spojrzenia. Dość konfliktowe, ale oparte na podstawach narodowych. Z jednej strony jest to wizja polskocentryczna, z drugiej ta skłaniająca się ku Niemcom. Natomiast my staramy się pokazać tę historii z nieco innej strony, z punktu widzenia mieszkańców tego regionu.

Trzeba przecież pamiętać, że to, w większości, nie była szlachta, magnateria, tylko zwykli robotnicy i chłopi. Na kartach historii te postaci pojawiają się przede wszystkim w kontekście folkloru górniczego, pielgrzymek do Piekar… Natomiast w dominującym dyskursie dotyczącym Śląska, praktycznie nie pojawiają się oni jako buntownicy. A mieli się przeciwko czemu buntować.

Mało kto pamięta, że w niemieckiej części Śląska zarobki były o 1,5 raza mniejsze niż w Zagłębiu Ruhry, była większa wypadkowość, gorsze warunki mieszkaniowe… Słyszymy o budowaniu osiedli dla robotników: Giszowca, Nikiszowca itd., natomiast tam mieszkało około 20% załogi, a reszta gnieździła się byle gdzie i byle jak.

Niewiele osób wie także, że w trakcie I Wojny Światowej powołano do armii trzykrotnie więcej osób ze Śląska, niż ze wspomnianego już Zagłębia Ruhry.

Również po odzyskaniu niepodległości, Śląsk, jako najbardziej uprzemysłowiony region kraju, był równie mocno eksploatowany zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i w okresie PRL-u.

Tak więc to nas zainspirowało, ta wizja robotniczego Śląska. Wpływ na to miała także pewna książka, która niedługo pojawi się na naszym rynku – Ludowa historia Stanów Zjednoczonych, czyli taka pozycja pisana z perspektywy tych „dołów społecznych”. Z drugiej zaś strony, chcieliśmy też trochę pogonić to narodocentryczne spojrzenie na naszą historię, tym bardziej, że w żadnym muzeum nie znajdziemy informacji na ten temat, podobnie jak na kartach oficjalnych historii regionu. My chcemy przywrócić tę pamięć.

Cały projekt jest prowadzony wielotorowy, bo mamy film dokumentalny, który trwa godzinę, ale składa się z kilku dziesięciominutowych rozdziałów. Ruszyła niedawno strona internetowa – zbuntowanyslask.eu – gdzie sukcesywnie będą się pojawiały artykuły. Realizowany jest także projekt muzyczny, zestaw pieśni zbieranych niegdyś przez prof. Adolfa Dygacza. To utwory traktujące nie o piciu piwa czy jedzeniu krupnioka, ale na przykład wrzucaniu sztygara do szybu w Rozbarku.

Będzie m.in. U tych panów z wielkich stanów, znany głównie z filmu Kutza.

Tak, jak najbardziej. I właśnie te teksty chcemy przypomnieć. W nowym wykonaniu, nowych aranżacjach. Będzie i balladowo i z zadziorem, do potańczenia…

Projekt jest wieloetapowy, gdy zakończymy pracę nad obecnymi jego elementami, zabieramy się za organizację wystaw, być może publikacji. Sam film będzie niebawem pokazywany w Warszawie, Krakowie, premiera była w Berlinie (i Muzeum Śląskim – przyp. Red.)

Nie boicie się negatywnych komentarzy? Albo nawet reakcji polityków? Pamiętam, że była pewne głośna sprawa z wystawą o historii naszego regionu w Muzeum Śląskim, przez którą ówczesny dyrektor placówki popadł w konflikt z władzami województwa.

Myślę, że zarówno osoby które cechują się przywiązaniem do polskiej historii Śląska, jak i sympatycy RAŚ-u, wszyscy właściwie, znajdą w tym filmie i projekcie coś, co może im się spodobać. Albo wręcz odwrotnie, ale to świadczy o tym, że sam projekt i pomysł był dobry, bo nie próbujemy się nikomu przypodobać, nie robimy tego pod żadną opcję polityczną.

Dodam, że mamy ogromne szczęście żyjąc na Górnym Śląsku, bo to chyba jedyny region w Polsce, w którym istnieje tak duże zainteresowanie historią regionalną.

Jak więc wygląda recepcja filmu? Wiem, że jeszcze wcześnie, ale… coś się już dzieje.

Jest zapotrzebowanie na Śląsk i mówienie o nim. Nikt nie ma monopolu na tę tematykę i wydaje nam się, że udało się wypełnić pewną lukę. Na projekcjach pojawia się sporo ludzi. Na premierze w Muzeum Śląskim było 300 osób, na kolejnych spotkaniach prawie zawsze jest pełna sala.

Po spotkaniach słyszymy wiele miłych słów, że w końcu ktoś mówi coś innego o Śląsku. Recepcja jest więc, jak na początkowy etap, dobra. Tym bardziej nas to cieszy, zważywszy na to, że film jest bardzo bogaty, wręcz przeładowany treścią, ale nie chcieliśmy robić lekkiej, prostej produkcji pod publiczkę. Media również są zainteresowane projektem.

Kto pracował nad tym wszystkim? Ty jesteś reżyserem… nad całością czuwa Grupa Twórcza „Ocochodzi”.

Tak, jestem reżyserem, współscenarzystą, pomysłodawcą…, ale w cały projekt zaangażowanych jest kilka osób, pasjonatów, robimy to za darmo. Kawał fajnej roboty odwaliła grupa ludzi z OMStudio, którzy zrealizowali cały obraz w bardzo przystępnej cenie, a nasze fundusze były bardzo skromne. Za darmo otrzymaliśmy utwory, które mogliśmy wykorzystać w produkcji, m.in. od zespołów Farben Lehre i R.U.T.A., za co im serdecznie dziękujemy. Za darmo dostawaliśmy zdjęcia, ilustracje i pocztówki, m.in. od pana Jacka Nowaka.

Wspierały nas placówki muzealne, m.in. Muzeum w Chorzowie, Sztygarka z Dąbrowy Górniczej, Muzeum Powstań Śląskich. Lista jest długa.

Na liście jest także Fundacja „Godność Człowieka i Świat Pracy”.

Tak, to niemiecka fundacja związkowa, która przekazała nam dotację na zrealizowanie filmu. Dlatego m.in. jest on w niemieckiej wersji językowej i miał premierę w Berlinie (i kolejne projekcie są już zapowiadane). Nie ma co ukrywać, że historia Śląska, to wspólne dzieje Polski i Niemiec.

Zostały nam jeszcze do omówienia wątki chorzowski w filmie…

W tym roku, dokładnie w czerwcu, będziemy obchodzić 145 rocznicę największego buntu robotniczego na pruskim śląsku. W 1871 roku robotnicy na około dwa dni opanowali miasto, protestując przeciwko wprowadzeniu tzw. marek kontrolnych. Manifestacje rozpędzone dopiero przez armię pruską, spowodowały, że na terenie Królewskiej Huty przez wiele lat stacjonowało wojsko.

W oparciu o to wydarzenie chcemy rozbudować także chorzowski epizod w naszym filmie i pokazać go później w wersji rozszerzonej.

I druga sprawa. W 1919 roku doszło do największej masakry robotników. W styczniu tego roku żołnierze zaczęli strzelać do tłumu protestujących, zabijając 17 osób i raniąc 21. Co ciekawe, nie ma żadnej tablicy upamiętniającej to wydarzenie…  To także jest zaznaczone w filmie.

Dodaj komentarz

chcę otrzymać bezpłatny newsletter portalu mojChorzow.pl.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Czytaj również