GORĄCY TEMAT Nauczycielka w przedszkolu miała stracić pracę za zaangażowanie w referendum? Szymon Michałek wyjaśnia sytuację

Czas czytania: 12 min.

We wtorek, 7 kwietnia, media obiegły wieści o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta Chorzowa Szymona Michałka. Komitet referendalny złożył do Prokuratury zawiadomienie w tej sprawie. Przestępstwo to miało polegać na wywieraniu nacisku na osoby zatrudnione w chorzowskiej placówce edukacyjnej, czego skutkiem miało być rozwiązanie stosunku pracy z zaangażowaną w referendum nauczycielką Joanną Pietrek.

Sprawa w prokuraturze

We wtorek, 7 kwietnia przez Urzędem Miasta odbył się briefing prasowy z udziałem organizatorów i działaczy referendalnych: Jarosława Rejka, Filipa Hornika oraz Joanny Pietrek, która jest główną bohaterką całej sprawy. Jarosław Rejek poinformował, że 2 kwietnia złożono do Prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta Szymona Michałka. Ma ono związek z rzekomym wywieraniem nacisku na osoby zatrudnione w przedszkolu, co poskutkowało zakończeniem stosunku pracy z zatrudnioną w nim Joanną Pietrek, zaangażowaną w organizację referendum w sprawie odwołania prezydenta. Miała zostać ona wcześniej pomówiona o zbieranie podpisów na terenie placówki.

– Pragniemy zaznaczyć, że prawo do inicjowania referendum lokalnego jest przejawem demokracji, które w chorzowskich realiach zostało pogwałcone. Nie godzimy się na taki stan rzeczy, w związku z czym informujemy mieszkańców o nieprawidłowościach oraz zawiadamiamy organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa przez urzędującego Prezydenta Miasta Chorzów Szymona Michałka. Jednocześnie informujemy, że nasze działania są podyktowane dobrem naszego miasta – mówił podczas briefingu prasowego Jarosław Rejek.

Pani Joanna Pietrek podczas briefingu prasowego zaprzeczyła stawianym sobie zarzutom. Zaznaczyła, że są one zupełnie bezpodstawne, niepoparte żadnymi dowodami.

-Zostałam odsunięta od pracy z dnia na dzień i zmuszona do urlopu, co uważam za działanie przedwczesne i krzywdzące ze względu na brak jakichkolwiek faktów i dowodów. Zaproponowano mi dwie formy ukarania, w tym zwolnienie dyscyplinarne bez wcześniejszego wyjaśnienia lub zwolnienie za porozumieniem stron. Cała ta sytuacja została omówiona w placówce publicznie dwukrotnie, co narusza moje dobre imię – mówiła Joanna Pietrek.

Podczas briefingu zaznaczała, że wyłącznie rozmawiała o referendum będąc na terenie placówki, jednak nie rzutowało to w żaden sposób na jej pracę i wykonywanie obowiązków, o co została pomówiona. Opisuje, że podczas spotkania Rady Pedagogicznej dyrekcja przedszkola poinformowała personel o tym, że prezydent miasta otrzymał anonim w sprawie zbierania podpisów na terenie placówki edukacyjnej. Wskazała, że to Szymon Michałek wskazał wcześniej opisane dwa sposoby ukarania jej za zarzucany czyn.

-Ja później w rozmowie z Panią Dyrektor zaproponowałam, że chciałabym się spotkać z Panem Prezydentem. To oczywiście okazało się niemożliwe, bo Pan Prezydent jest zajęty.

Jak opisuje, dostała propozycję natychmiastowego urlopu, a po jego zakończeniu rozwiązania umowy. Podkreśla, że czuje się bardzo pokrzywdzona przez fakt, że nie może pracować już ze swoją grupą dzieci ze spektrum autyzmu.

WIĘCEJ O REFERENDUM:

Wyjaśnienia prezydenta

Długo nie musieliśmy czekać na to, aż głos w sprawie zabierze prezydent Szymon Michałek. W środę, 8 kwietnia, przed Urzędem Miasta odbył się briefing prasowy, podczas którego prezydent opowiedział nieco więcej na temat sytuacji pani Joanny Pietrek.

-W momencie, kiedy prezydent czy inna osoba publiczna dowiaduje się o łamaniu prawa, nie może tego faktu przemilczeć. Dlatego też trzeba pamiętać, że zgodnie z ustawą o referendach lokalnych i prawem oświatowym zbieranie podpisów w takich placówkach jest zabronione. W ślad za tym, 20 marca zostałem powiadomiony właśnie o takim zbieraniu podpisów. Zaznaczam, że musieliśmy odpowiednie kroki w tej sprawie podjąć – mówił Szymon Michałek podczas briefingu prasowego.

23 marca dyrektor przedszkola zorganizowała spotkanie z Radą Pedagogiczną – jak przekazał prezydent, Joanna Pietrek podczas tego spotkania przyznała się do zbierania podpisów na terenie placówki, co zostało zaprotokołowane.

-Jak twierdziła później pani Pietrek, była nieświadoma, że tego typu działania są niezgodne z prawem, że tylko trzy podpisy udało jej się zdobyć w tej placówce, a dwóm innym osobom przekazała takie listy do zbierania tych głosów gdzieś w domu przez innych pracowników. Natomiast nie ma znaczenia, czy to jest jeden podpis, dwa, trzy czy 10, jest to po prostu złamanie prawa. Dlatego musieliśmy podjąć odpowiednie kroki.

Dodaje, że dyrekcja przedszkola zawiadomiła również organ odpowiedzialności zawodowej nauczycieli, którym jest komisja dyscyplinarna nauczycieli przy wojewodzie – to właśnie ta komisja zdecyduje, czy wszcząć wobec pani Joanny postępowanie dyscyplinarne, czy też sprawa zostanie rozwiązana w inny sposób. Prezydent postanowił skierować do pani Joanny pewien apel.

-Ponieważ my gdzieś czujemy, może Państwo też, że to referendum, które chcą tutaj zorganizować pewne osoby, nazywając je referendum oddolnym obywatelskim, jest w jakiś sposób inspirowane politycznie. […] Jeżeli pani Joanna Pietrek w jakiś sposób jest naciskana politycznie, jeżeli się boi, jeżeli ktoś każe jej to robić, to ja chcę powiedzieć jako organ prowadzący przedszkola, szkoły w tym mieście – może pani liczyć na naszą pomoc również prawną. Ale w momencie, kiedy wiemy, że zostało złamane prawo, nie możemy tego ignorować. I teraz organizowanie tego, co tutaj wczoraj zostało zorganizowane, jakoby pani Joanna Pietrek była osobą poszkodowaną, godzi troszeczkę w dobre imię Urzędu Miasta, moje, pani dyrektor edukacji, czy też pani dyrektor przedszkola, ponieważ informacje, które Państwo wczoraj otrzymali, są nieprawdziwe i musimy tutaj to jasno powiedzieć. Wynika to z dokumentów, które były wtedy sporządzone.

Prezydent precyzuje również, że nie jest prawdą fakt, że pani Joanna została zwolniona z pracy – przebywa na zwolnieniu lekarskim.

-Przypominam, że pani Pietrek jest nauczycielem dzieci o specjalnych potrzebach. Gdybym miało dziecko o specjalnych potrzebach, chciałbym, żeby nauczyciel się zajmował opieką nad moim dzieckiem, a nie agitacją polityczną. To po pierwsze. Po drugie, znam wielu nauczycieli, z częścią się zgadzam, z częścią nie, z niektórymi dyskutujemy i część z nich otwarcie w jakiś sposób albo mnie popiera albo krytykuje w mediach społecznościowych. Ja z tym problemów nie mam. Mam problem z łamaniem prawa.

Podsumowuje, że pani Joanna stała się ofiarą nie Urzędu Miasta, a grupy referendalnej, która wplątała ją kwestie polityczne, do których została wykorzystana.

Jak dalej potoczy się ta sprawa? Będziemy informowali Was na bieżąco!

Dodaj komentarz

Błąd:

Wynik:
Opinia została pomyślnie dodana.
Po przeprowadzeniu weryfikacji, jej treść zostanie udostępniona publicznie.

Trwa wysyłanie komentarza ...

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść.

* pola obowiązkowe