Edyta Bartosiewcz: Mam nadzieję, że Ślązacy nadal mają sentyment do mojej muzyki

Czas czytania: 4 min.

Rozmowa z Edytą Bartosiewicz, gwiazdą tegorocznego koncertu urodzinowego Parku Śląskiego.

– Po wielu latach przerwy znów zagrasz na Śląsku. Jak wspominasz tutejszą publiczność?

– Zawsze bardzo lubiłam grać na Śląsku. Kiedyś miałam tu sporo fanów. Mam nadzieję, że pomimo upływu lat, nadal mają sentyment do mojej muzyki i wpadną na koncert. Ostatni raz występowałam na Śląsku jako gość zespołu Myslovitz, podczas ich jubileuszu w 2005 roku. Szmat czasu.

– A samo miejsce koncertu? Byłaś już kiedyś w Parku Śląskim?

– Park Śląski znam bardzo dobrze. To piękne miejsce. Pamiętam, że właśnie w 2005 roku, przed koncertem w Mysłowicach, przyjechaliśmy tu z moim ówczesnym managerem. Była piękna pogoda. Obeszliśmy prawie cały teren, potem wypożyczyliśmy kajaki, a na koniec pływaliśmy statkiem. Byliśmy zachwyceni.

– Co skłoniło Cię do przyjęcia naszego zaproszenia? Podobno w Twojej ekipie koncertowej mamy swoją „śląską wtyczkę"…

– Długo się nie zastanawiałam. To świetny pomysł, by zagrać na waszej imprezie. Na przełomie 2012 i 2013 roku odbyliśmy trasę, którą nazwałam „Renovatio prelude". Na południu kraju zagraliśmy wtedy tylko w Krakowie, więc śląska publiczność nie miała okazji posłuchać nas na żywo. Cieszę się, że możemy to nadrobić. Co do „wtyczki" w zespole, to faktycznie takowa istnieje (śmiech). Nasz manager, Jarosław Drąg vel Carramba, pochodzi z Katowic. Jarek z wielkim entuzjazmem odniósł się do waszej propozycji, bardzo zachwalał tę imprezę.

– Sprzedałaś ponad milion płyt. Jakie to uczucie, mieć świadomość, że Twoja twórczość, mimo długiej przerwy, jest aż tak popularna?

– Najbardziej cieszę się, gdy słyszę, że któraś z moich piosenek stała się ważna w czyimś życiu, że odzwierciedla jego emocje, potrafi podnieść na duchu. To daje mi poczucie sensu i spełnienia.

– Szykujesz jakieś niespodzianki na koncert w parku?

– Każdy koncert, który zagraliśmy do tej pory, był inny. Uwielbiam coś na szybko zmienić, przearanżować, bawić się muzyką. Moi koledzy z zespołu śmieją się, że na pewno nie grozi im rutyna. Sądzę więc, że nie zabraknie niespodzianek.

– W nielicznych wywiadach za każdym razem podkreślasz, że nigdy nie byłaś wokalistką rockową, że wolisz, by określano Twoją muzykę jako blues-folk. Skąd bierzesz inspiracje do pisania piosenek?

– Wywodzę się z nurtu folkowo-bluesowego. Takie były moje pierwsze piosenki, wystarczy posłuchać płyty „Love". Inspiruje mnie wszystko, ale najbardziej emocje. Muzyka powstaje bardzo szybko, to intuicyjny proces. Pisanie tekstu trwa zwykle dłużej, ale nie ma reguł.

– Obserwując jak fani, media, cała Polska właściwie, błaga Cię o powrót do regularnego koncertowania, nasuwa się pytanie, czy taka presja bardziej pomaga, czy przeszkadza w podjęciu decyzji o powrocie?

– To naprawdę niesamowite, że mimo tak długiej przerwy, są ludzie, którzy nadal czekają na mnie i moją muzykę. Daje mi to siłę i napęd do działania. Z drugiej strony presja potrafi być obezwładniająca. Jak to w życiu…

Dodaj komentarz

Błąd:

Wynik:
Opinia została pomyślnie dodana.
Po przeprowadzeniu weryfikacji, jej treść zostanie udostępniona publicznie.

Trwa wysyłanie komentarza ...

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść.

* pola obowiązkowe